bełkot w pociągu relacji kraków rzeszów

Wszyscy są tak bezpowrotnie zajęci układaniem łatwopalnych stosików. Brak połączenia. Ważne telefony wykonywane pospiesznym i namaszczonym głosem. Cyfryzacja kontaktu pomiędzy konduktorem a pasażerem, obaj przyzwyczajeni do cyfrowości, uznający cyfrowość, skazani na nią. Dzisiaj tańczysz, ubierz może długie rękawy, jest chłodno. Będziesz podnosił ręce w polonezie. Spineczki… Muszka… Słowa namaszczone, namaszczające, wzrok skupiony na przesuwającym się krajobrazie, ręce blisko okna, jakby chcące je podnieść, ale jednak usłużnie cofają się w głąb doświadczenia konieczności zadzwonienia do syna przed publicznym występem. Słowa padają pokornie, prawie jak łzy i niemal tak samo bezgłośnie. Zastanawiające…

 

Matki, malutkie usłużne mamusie, prące w szeregach na spotkanie śmierci, nie widzą już śmierci, pamiętają tylko życie. Życie tak pokornie i usłużnie przekazane następnym szeregom, nawet nie matek, tylko właśnie synów. Właśnie ich spinki, mankiety, muszki, krawaty, krawaciki, nie zaś lokówki, wałki, papiloty, waciki. Oni, nie one. Oni są tym zwartym kordonem, który jest tyle warty, że traci razem z każdym ubytkiem minut, sekund, ułamków, chwil. Których życie jest tak dokładnie cyzelatorsko zaplanowane, rozłożone w czasie, wolne od wydzielin, krwawień.  Jedynie od masturbacji odwraca matka strudzone oczy, czy w wannie, czy pod kołdrą, lepiej by było, aby mój syn powtarzam właśnie mój syn raczej tego nie robił. Te plemienia straconych plemników, które zamiast iść na wojne giną utleniając się i schnąc.

 

Symptomy. W barze z wielkim lustrem i dużym ekranem telewizora nikt nie interesuje się sobą nawzajem. (Podobnie w pociągu). Otwieramy laptopy, otwieramy usta, patrzymy, nikt nic nie mówi.
A owszem, przepraszam, mówią. Mówią do siebie, podobni do podobnych. Mąż do żony. Biznesmen do biznesmena. Lalka do lalki. Dwunastu skompromitowanych prawników do dwunastu skorumpowanych polityków przy śniadaniu o obco brzmiącej nazwie ‘naleśniki’. Dobrze jest mieć widownię, która będzie biła brawo, kiedy płacisz kartą kredytową  (który to już dzień) za kawę espresso za jedyne cztery pięćdziesiąt. Kiedy wypluwasz ukradkiem mini pizzę, naładowaną grubą warstwą podgniłej cebuli, ale jest to śniadanie mistrzów, i kładziesz to rozglądając się jak Bond na cztery strony świata, ale ukradkiem, tak żeby nikt nie widział, kiedy nie ma żadnego kosza na śmieci, a więc kładziesz to na skrzynce pocztowej, dumnie mijając starbucks cafe, gdzie śmierdzi środkami czystości, a kawa z kanapką pochłania ćwierć stówy zarabianej raz na dwa dni.

 

Zarabianie to jest osobny temat, a smak jego znają jedynie niziny skupione na przetrwaniu, tak zwane przetrwalniki, wytrwalniki, rozpuszczalniki. Jestem jednym z nich, chciałabym wyprząc się z rydwanu, wyskoczyć przed szereg , by już nigdy nie liczyć pieniędzy wydanych na lekko strawne śniadanie w podróży, by już nigdy nie liczyć podróży, by przestać dzielić świat na pierwszy w którym jestem drugi w którym mnie nie ma i trzeci w którym nigdy mnie nie będzie. Aby istnieć w jednolitej strukturze, pozornie nieuporządkowanej, wystawionej na wiatr, nie zaś ułożonej grzecznie w szufladzie, wyprasowanej i domytej, wyszorowanej dokładnie kompasem, kalendarzem, porami roku i świętami państwowymi. Jakoś nie umiem, nie umiemy. Żyjemy będąc jedynie mięsem, skazanym na zafoliowanie, wystawienie w markecie, przeterminowanie. Supermięsem, którym oni nie karmią nawet swoich dla zabawy trzymanych psów i słoni. Mięsem, które musi zgnić, żeby stanowić procent czegoś, procent odpadalności, żeby był margines na większe machlojki, na grube interesy, w których mięso nie służy na kotlety, ale jako nowa siedziba dla tłustych much o złotozielonym kolorze.

 

Mamy przewagę, nie nadwagę, ani niedowagę. Jesteśmy dumni. Szkielety maszerujące ku słońcu, trasą toruńską, w ulewach lub w skwarze, dźwiękoszczelne ekrany oddzielają nas od dysydentów zdystansowanych  doświadczeniem mocy, kontroli, możliwości ograniczanych jedynie przez wytyczne dysydentów wyższej dystynkcji.

 

Pytanie czy to jest potrzebne i w jakim stopniu? Czy musimy walczyć każdego dnia podczas niewinnych rozmów, które stronią od zadawania ciosów o najważniejszy sens, podczas gdy w kociołku gotujemy ręce naszych braci, oczy naszych sióstr i włosy naszych matek. Taka strawa codzienności zapewnia nam dożywotni pęd, owczy pęd czy wilczy, wszystko jedno bo na pewnym poziomie jesteśmy tym samym. Mięsem które umie myśleć i dlatego właśnie się psuje. Mięsem które umie czuć i dlatego właśnie jest niejadalne. Lepiej wybić im te zęby z głowy, wtedy już na nic się zdadzą ich sfery wpływów, możne koneksje i złocone szpady, niemi świadkowie historii.

Komentarze (10)

    • Nata Re
    • 28 czerwca 2013, 19:56:32

    auć zachwycająca szczegółowość, świetnie ogarnięta! (masz mnie)

  • nie mam siły w oczach czytać tak suchosoczystej Agnieszki przez sen a ponieważ albowiem niezbicie póki co wyrzucam rano komputer przez okno proszę byś mi to poczytała osobiście jak bóg da a jak nie to
    obraza boska
    dziś nie boję się boga
    chuj ci w dupę!
    moja droga
    jest prosta
    mnie też masz
    na postronku
    a ci nie wyliżę
    śmierci

    straszne grafo - moje autorskie:R
    spadam do Morfeusza

    czytam
    nie wiem co ci tak służy ale komunikatywne to jest ta proza wrażliwa i skondensowana
    smaki smaczki poważnie
    na długą nutę
    poważnie

  • bełkot? porypało cię przekorą?

  • naćpana podróżą jak dakota światem elfriede jelinek galopuje przez polske ce

  • boję się jelinek
    za blisko granicy
    ale mam też dobre wieści: nie boję się niczego
    chętnie cię ugoszczę a jak będziesz spragniona napoję
    ale nie za darmo :R

  • złotopolska gościnność

  • czeskoniemieckobiałoruska
    woli ścisłości

  • taki jesteś poplątany w takiej dużej galaktyce gwiazd?

  • a tak serio na pytanie : czysta asekuracja - jak spadać to na cztery łapy z wysokiego konia

  • nie spadać bo zwykle nie masz wpływu na to jak
    a jeśli ci się uda wybrać to na bok!
    nie przed, nie pod i nie za konia

    paparapa

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się